Aktualności

Nauka grenlandzkiego

Filmiki z lekcjami języka grenlandzkiego

04 Październik 2016 Nauka grenlandzkiego

Po dziewięciu latachna Grenlandii – krótki rachunek sumienia

Ludzie maile piszą - parafrazując słowa przeboju grupy Skaldowie - i pytają jak to jest mieszkać na Grenlandii będą Polakiem, co jest najtrudniejsze a co przyszło łatwiej. I czy mi się tam podoba. Odpowiedź nie zawsze jest prosta ale postaram się to w kilku akapitach wyjaśnić.

01 Czerwiec 2015 Po dziewięciu latachna Grenlandii – krótki rachunek sumienia

Wół na muszce - relacja z polowania na piżmowoła w Grenlandii.

W dawnej kulturze innuickiej wół piżmowy uchodził jako pożądany obiekt polowań. Również w obecnych czasach polowanie na te potężne zwierzęta jest popularnym zajęciem zawodowych myśliwych grenlandzkich jak i coraz większej liczby przyjeżdżających po wspaniałe trofea myśliwych z zagranicy - również z Polski.

Może ważyć nawet 350 kilogramów, wyposażony jest w bardzo ostre rogi, którymi błyskawicznie może chwycić i unicestwić potencjalnych wrogów. Poroże ma szczególną wagę w okresie parzenia, gdy konkurujące o względy samic samce wykorzystują je do czasem bardzo krwawych pojedynków. Ewolucja perfekcyjnie niemal przygotowała piżmowoły do życia w trudnych arktycznych warunkach. Innuici od tysiącleci niemal polują na te pokryte grubym futrem olbrzymy po grenlandzku nazywane umimmak (długowłosy, długobrody). Również dziś myśliwi miejscowi i zagraniczni chętnie udają się w głąb grenlandzkiego pustkowia by poczuc przypływ adrenaliny przy polowaniu na woła piżmowego. I nie ma czego sobie żałować - populacja tego największego w Grenlandii ssaka lądowego ma się na tyle dobrze że grenlandzkie władze nie ustaliły w tym roku górnej kwoty polowań. Tylko w okolicach Kangerlussuaq populację piżmowoła oszacowano na 10 000 sztuk. To wszystko potomkowie 60 wołów schwytanych na wschodnim wybrzeżu i przesiedlonych w ten rejon na początku lat 60-tych.

 Wół piżmowy - Grenlandia

 Woły piżmowe - Grenlandia

Woły piżmowe - Grenlandia, okolice Kangerlussuaq. Mogą podejsć naprawdę blisko

Populacja woła piżmowego na zachodnim wybrzeżu Grenlandii ma się bardzo dobrze.

Dawniej chodziliśmy na polowanie by przeżyć. Choć Grenlandia jest krajem zmodernizowanym, łowiectwo ciągle zajmuje bardzo ważne miejsce w kulturze tego kraju a potrawy z renifera, woła piżmowego czy foki wciąż stanowią ważną część jadłospisu grenlandzkiej rodziny. W sierpniu i początkiem września wciąż praktykowane są rodzinne polowania. Rodzice wraz z dziećmi spędzają swój wolny czas w namiotach lub małych, specjalnie przystosowanych do tego celu domkach myśliwskich.

Co jest takie ciekawe w polowaniach na Grenlandii? Nie mam gotowej odpowiedzi na to pytanie - to musi być mieszanka naszej potrzeby przygody, dopływu adrenaliny i zdobycia uznania wraz ze wspaniałym przeżyciem jakim jest obcowanie na łonie grenlandzkiej natury. W każdym bądź razie od kiedy pierwszy raz zasmakowałem tego uczucia, trudno oprzeć się pokusie spędzenia części wolnego czasu z dala od rodziny, polując na renifera, pardwy czy woła piżmowego.

Ruchomy kamień

Prawdopodobnie od wieków w okolicach Kangerlussuaq odbywały się polowania. Jeszcze przed przesiedleniem tam piżmowołów było to popularne miejsce innuickich polowań zbiorowych na renifera. Polowanie rozpoczęliśmy idąc ścieżką wydeptaną przez wiele pokoleń myśliwych - wgłęb lądu i wzdłuż potoku niosącego wodę z nieopodal położonego lodowca.
Polowanie rozpoczęliśmy wczesnym rankiem, do tej pory widzieliśmy jednego dużego wola który niestety uciekł nam zanim za dobre zaczęliśmy podchód. Zasłużyliśmy na krotki odpoczynek. Wziąłem do ręki lornetkę i zacząłem przeszukiwać rozległy teren wokół nas. Chciałem sprawdzić czy wciąż jest widoczny nasz oddalony o ok. 6-7 km obóz. Nieopodal obozu zauważyłem pojedynczy kamień, który jakby nie pasował do krajobrazu. Ponieważ oddalony był ok. 5 kilometrów trudno było zdecydować czy to wół piżmowy. Nie chciałem nic mówić do moich współtowarzyszy. Tego dnia już dwukrotnie ogłosiłem że na horyzoncie znajduje się piżmowół, który niestety okazał się kawałkiem skały. Moja uwagę odwrócił jednak krążący nieopodal obozu orzeł skalny, kiedy jednak po raz kolejny zwróciłem szkła lornetki ku potencjalnemu wolowi odniosłem wrażenie jakby poruszył się kilka metrów i zmienił kształt. Nie wytrzymałem dłużej:
- Karsten, wydaje mi się, ze wzdłuż jeziora przy naszym obozie przechadza się wół.
Karsten szybko sprawdził co i jak.
- Rusza się! - krzyknął. To wystarczyło, zapomnieliśmy natychmiast o zasłużonym odpoczynku. Wracamy do obozu.

Trzy szybkie strzały

Po ok. 40 minutach wół widoczny był już w lunecie mojej strzelby, gotowy do strzału. To był samotny byk który wciąż podążał wzdłuż jeziora, jakiś kilometr od naszego obozu. Nie był to wielki okaz, oszacowany na ok. 2-3 lata, jakieś 200 kilogramów wagi. To dobra wiadomość, gdyż mięso starszych osobników nie smakuje tak dobrze, a wół ten przeznaczony był do mojej zamrażarki. Nagle jakby z nikąd wyskoczył lis polarny, który zapewne zaciera już łapy czekając na ucztę która go czeka z resztek które zostaną. To chyba najlepsza pora roku dla tych żywiących się resztkami upolowanej zwierzyny lisów polarnych. Zima musi zadowolić się leżącymi przy brzegu małżami.
Tymczasem nasz wół spokojnie skubał trawę 200-300 metrów od nas. Za każdym razem gdy schylił się by chwycić kolejne źdźbła podbieglaiśmy bliżej, stojąc ja wryci gdy podnosił głowę i spokojnie przeżuwał pokarm. Ze względu na specyficzne ułożenie terenu nie było wolnej pozycji do strzału kiedy znajdowaliśmy się jakieś 100 metrów od zwierza. Resztę podchodu musieliśmy wykonać czołgając się powolutku w stronę woła. Bardzo powoli by nie spłoszyć naszej zdobyczy, która momentami wydawała się być nieco nerwowa. Ostrożności w takiej sytuacji nigdy za wiele, przy najmniejszym błędzie wół mógł w kilkadziesiąt sekund znaleźć się na położonym ok. 500 metrów od nas wysokim wzgórzu.
Wiec czołgaliśmy się cierpliwie by znaleźć dobra pozycje do strzału. Odległość ok. 50 m, strzelam. Wół podskoczył i zaczął bieg wzdłuż brzegu jeziora. Zdążył przebiec zaledwie kilka długości ciała gdy dwa szybkie strzały powaliły go na ziemie. Martwy. Spokojnie, z naładowana bronią podeszliśmy do leżącego na bagnistym terenie woła - nigdy nie wiadomo z tego kalibru zwierzyną. Po obowiązkowej sesji fotograficznej pozostało tylko zdjęcie skóry i zniesienie 160 kilogramów mięsa do obozu, który na szczęście nie był daleko. Zdążyliśmy do kolacji - steki wołowe z ryżem przygotowane na prymitywnej kuchni zaraz pod kołem podbiegunowym.
Wół piżmowy - Grenlandia

ZOBACZ OFERTE POLOWANIA NA WOŁA PIŻMOWEGO