Po co do tego Nuuk?

Do stolicy przeprowadziłem się z konieczności jako że moja grenlandzka partnerka życia, musi zakończyć  studia. Większa część edukacji odbyła się systemem zaocznym, ale ostatni rok, kiedy pisany jest licencjat należy odbyć na miejscu. Ja z kolei dostałem zielone światło od swojego pracodawcy w Sisimiut: mogę kontynuować pracę zdalnie, z opcją podróży służbowych co kilka tygodni. 

W stolicy nie byłem oczywiście po raz pierwszy. Bywam tu dość regularnie i gołym okiem widać, że przez ostanie 6 lat niesamowicie się rozwinęła, Najbardziej rzuca się w oczy nowa dzielnica – Qinngorput, gdzie rocznie buduje się więcej bloków, niż przez dekadę w Sisimiut. To właśnie w jednym z tych świeżo postawionych osiedli "na przedmieściu" zostaliśmy zakwatrowani na nasz roczny studyjny epizod. Niby tylko pięć kilometrów od centrum, ale wystarczająco daleko, by uznać zakup naszego pierwszego samochodu za konieczność. W Sisimiut, drugim co do wielkości mieście na Grenlandii, auto jest tylko niekoniecznym luksusem, ale w szarym, wietrznym i deszczowym Nuuk, gdzie trasport publiczny pozostawia wiele do życzenia, to prawie niezbedny atrybut rodziny z dzieckiem. 

Qinngorput to jednak tylko czubek lodowej góry urbanizacji. W całym Nuuk, jak grzyby po deszczu, wyrastają nowe bloki mieszkalne – wyższe, nowocześniejsze, i zdecydowanie mniej „pocztówkowe” niż te malownicze, kolorowe domki, z których słynie reszta Grenlandii. Powód jest prosty – chroniczny niedobór mieszkań. Władze miasta systematycznie wyburzają stare budynki z lat 50. i 60., a w miejsce każdego usunietego stawiany jest nowy, wyższy, obity płytą kompozytową i metalowymi panelami, przez co odporny na wiatr, śnieg i krytykę estetyczną. 

Efekt? W Nuuk praktycznie nie buduje się już uroczych, pastelowych domków – teraz stawia się na wysokość, metraż i jak największą liczbę mieszkań. Estetyka? Cóż, można się przyzwyczaić. Mieszkańcy stolicy już chyba dawno pogodzili się z faktem, że ich osada coraz bardziej przypomina surowe skandynawskie miasteczko wtopione w  arktyczny krajobraz nagich skał i przepływających tu od czasu do czasu gór lodowych.

Dlatego odwiedzając Grenlandię koniecznie zawitaj również w inne jej rejony - sama stolica niewiele Ci o tym kraju powie. Tutaj znajdziesz nasz przewodnik po Grenlandii, z którego dowiesz się jak ją zwiedzać, kiedy najlepiej przyjechać i co warto zobaczyć.

Na własnej skórze: inna codzienność w stolicy Grenlandii

W efekcie wydawać się może, że atmosfera w Nuuk, mimo zaledwie piętnastu tysięcy mieszkańców, sprawia wrażenie atmosfery wielkiego miasta. Zwłaszcza jeśli porównać ją z Sisimiut – drugim co do wielkości miastem Grenlandii – gdzie życie płynie o wiele spokojniej.

Także mentalność mieszkańców tej niewielkiej stolicyi różni się od tej spotykanej w innych częściach kraju. W Nuuk jest się dużo bardziej anonimowym, a ludzie – zamiast pozdrawiać się rano w drodze do pracy – trąbią ze swoich samochodów i poganiają nawzajem. Czymś zupełnie nieznanym do tej pory były bowiem korki drogowe, w których można utknąć w godzinach porannych. W Sisimiut, gdzie wszystko jest blisko, o czymś takim jak korek trudno nawet żartować.

Anonimowość i ogromna rotacja pracowników wydają się być problemem dla niektórych Grenlandczyków przybywających do Nuuk z najmniejszych miejscowości, gdzie wszyscy się znają, a migracja jest znikoma. Od pochodzącego z Itilleq, liczącej 120 mieszkańców osady oddalonej o 40 km od Sisimiut, usłyszałem:

Na początku pracy w fabryce (Royal Greenland) cieszyłem się że poznałem tylu nowych znajomych. Jednak jak tylko lepiej się poznaliśmy oni już wyjeżdżali. Zacząłem się nad tym zastanawiać po tym jak dwa lata pod rząd zorganizowałem małe przyjęcia dla dobrych znajomych i okazało się, że prawie wszyscy goście którzy przyszli w tym roku byli nieobecni w zeszłym.

Jednak dla wielu Grenlandczyków, szczególnie tych z młodszego pokolenia anonimowość wydaje się być czynnikiem który przyciąga ich do Nuuk:

Lubię mieszkać w Nuuk gdyż tu można robić co się chce i nie trzeba myśleć co powiedzą inni. (Thomas, 21)

Inną rzeczą różniącą Nuuk od innych grenlandzkich miast, jest duża liczba mieszkających tu „nie-Inuitów” – głównie Duńczyków, ale też Islandczyków, Filipińczyków czy Tajlandczyków. Już po krótkim pobycie w stolicy nie sposób nie zauważyć, że większość rozmów odbywa się tu w języku duńskim. W oczy często „razi” widok dwóch Grenlandczyków rozmawiających ze sobą po duńsku – coś niemal niespotykanego w Sisimiut, gdzie dominuje grenlandzki.

W związku z tym nie dziwi mnie już, że Nuuk czasem nazywany jest „kawałkiem Danii na skałach” albo nawet „przedmieściem Kopenhagi”. Nadmienić tu należy, że także mieszkająca w Nuuk Polonia już dawno przekroczyła niewyobrażalną jeszcze kilka lat temu liczbę dziesięciu osób.

Nie należy jednak zapominać, że Nuuk to wciąż Grenlandia. Mimo że w centrum miasta wiele się dzieje i bywa trochę stresująco, to sama miejscowość nadal otoczona jest wspaniałą, dziką naturą. Dzięki dość dobrze rozwiniętej tu infrastrukturze turystycznej, możliwe jest stosunkowo łatwe – w porównaniu do wielu innych miejscowości – zwiedzanie fiordów, gór i okolicznych wysepek. 

Adam Jarniewski, grudzień 2012

Jeśli masz ochotę zobaczyć klimat panujący w stolicy Grenlandii, obejrzyj ten krótki filmik nagrany w październiku 2018.